Siedział w swoim pokoju. Ostatnio
praktycznie z niego nie wychodził, chyba, że naprawdę nie miał innego wyjścia.
Przez cały ten czas myślał o Mary Ann. Jakby to było gdyby wyznał jej miłość
podczas ostatniego spotkania? Czy byliby szczęśliwi? Czy wybaczyliby sobie
wszystkie przykre słowa i czyny? Dlaczego blondynka wtedy, podczas pamiętnej
kolacji nie chciała się zgodzić na to, żeby zaczęli wszystko od nowa? Jeszcze
pamiętał jej słowa: „Nie. Tak się nie da”, tylko dlaczego? Przecież jeszcze
wtedy nie było między nimi żadnych prawdziwych kłótni. Gdyby wtedy się
zgodziła, ich losy potoczyłyby się zupełnie inaczej. A tak, uraza z każdym
dniem narastała powodując coraz to nowe niedomówienia i niejasności. Osiągając
punkt kulminacyjny podczas ślubu jej babci. Przecież on wcale nie chciał od
niej odchodzić! Wręcz przeciwnie! Tylko, że musiał sobie to wszystko najpierw
przemyśleć, poukładać, bo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie cofnie
już tych słów. A one byłyby dużym krokiem do przodu. Przez jedno „kocham cię”
zmieniłoby się zarówno całe jego życie jak i jej. O ile w tej chwili dostawała
niemiłe maile czy listy, to teraz byłoby ich jeszcze więcej, a dziewczyny w
Niemczech i innych krajach europejskich, w tym w Polsce by ją totalnie
znienawidziły. Pomijając rzecz jasna to, że on sam nie potrafił wymazać z
pamięci kilku przykrych sytuacji, jak choćby tego, że całowała się z Tomem, czy
kilkakrotnie go odrzuciła. Sam nie wiedział czy robiła to świadomie czy nie,
ale w każdym razie to bolało. Bardzo. Czasami miał ochotę się rozpłakać, ale
zawsze zasłaniał napływające łzy do oczu złością. Złością na siebie. Co
niefortunnie odbijało się również na innych.
Wstał i
podszedł do szafki, której już dawno nie używał. Były tam schowane wszelkie
przybory do rysowania począwszy od ołówków, mazaków, kredek, a skończywszy na
farbach i pastelach. Wyciągnął kilka rzeczy i położył je na biurku, zrobionym
ze starych, drewnianych drzwi. Rozsiadł się wygodnie na fotelu i zaczął kreślić
linie, które z czasem zaczęły przypominać postacie. Myślał przy tym o Mary Ann.
Jak wspaniale byłoby być z nią. Całować ją, dotykać, mieć u swego boku. Gdyby
tylko oboje wybaczyliby sobie te wszystkie kłótnie, przykrości, zadane
cierpienia... Jednak wiedział, że to do końca nie jest możliwe. Bał się, że
oboje będą chowali w sercu urazę, która z czasem może otworzyć nowe, szersze
rany, niż te, które są w tej chwili. Nie chciał, żeby jakakolwiek zadra w sercu
zniszczyła jego miłość do Mary Ann. Może lepiej cierpieć z powodu
nieszczęśliwej miłości niż awantur i artykułów pojawiających się w gazetach?
Już
podczas ich pierwszego spotkania w kinie spodobała mu się. Nie była jakąś
zachwycającą pięknością, rodem z wybiegów, ale mimo to zwrócił na nią uwagę.
Zresztą nie on jeden. Tomowi również wpadła w oko. Tak jak Gustavowi i
Georgowi. Było w niej coś co go do niej przyciągało. Kiedy kazała im zejść z
miejsc był zaskoczony. Oto pierwsza dziewczyna, która tak ich potraktowała
odkąd „Durch den monsun” znalazło się na szczycie list przebojów. Podziałało to
na niego i pozostałych jak kubeł lodowatej wody. Jednym słowem uświadomiła im,
że wcale nie różnią się od innych . Nie są od nich lepsi, ani gorsi. Są po
prostu ludźmi, którzy zasługują na takie samo traktowanie.
-
Co robisz? - zapytał wesoło Tom.
-
Myślę - odpowiedział krótko, zupełnie ignorując jego
obecność w pokoju.
-
Nad
czym?
Kiedy bliźniak nie otrzymał odpowiedzi
na swoje pytanie podszedł do biurka. Bill starał się zasłonić swoje rysunki,
ale nie udało mu się to. Brat wszystko dostrzegł, jego najskrytsze myśli, które
były przedstawione za pomocą kilku kresek na papierze. Tom chwilę milczał, po czym się
odezwał:
-
Musiałeś to zepsuć? Nie mogłeś powiedzieć jej, że ją
kochasz? - nie spodziewał się takiej reakcji brata. Jednak doskonale wiedział,
że to on wszystko zepsuł. Gdyby nie ten pocałunek z Hannah, to nie byłoby potem
tej całej szopki. Znowu
zaczęła wzbierać w nim złość.
-
A ty musiałeś się z nią całować?! - podniósł ton. Mimo, że wybaczył Tomowi już
ten czyn, to dalej bolało. - Gdyby nie to, to z pewnością...
-
Czyli to moja wina?! - przerwał mu.
-
A
kogo?!
-
To nie był nawet pocałunek!
-
A co? Bo mi to na pocałunek wyglądało!
-
Czy ty nic nie rozumiesz?! Ona cię kocha! Zadzwoń do
niej, pogadajcie...
-
Może
tak zrobię...
Bliźniak wyszedł z pokoju trzaskając
drzwiami, a on chwycił do ręki ołówek. Przelewał swoje myśli na papier. Ale nie
tak jak zawsze. Tym razem nie pisał tekstów piosenek, tylko szkicował. Kreski
same wychodziły spod jego ręki, tak jakby był wytrawnym rysownikiem, który ma
doświadczenie w tej dziedzinie.
* * *
Usłyszałam
dźwięk domofonu. Z westchnieniem podniosłam się z krzesełka i ruszyłam do
przedpokoju, w którym znajdował się aparat.
-
Słucham?
- zapytałam.
-
Mary Ann? - co on tu robi? Myślałam, że to już
definitywnie skończone.
-
Co
chcesz? - spytałam ostro.
-
Możemy
porozmawiać?
-
Czekaj.
Zaraz zejdę.
Odłożyłam słuchawkę i zaczęłam powoli
zakładać buty. Po co Piotrek do mnie przyszedł? Po tak długim okresie czasu?
Sądziłam, że nasze drogi się rozeszły. I prawdę mówiąc było mi to na rękę. Nie
chciałam go nigdy więcej widzieć. Nie wiem czemu tak się dzieje, ale ten
chłopak drażni mnie samą obecnością. Wystarczy, że na niego popatrzę, a już
jestem wściekła. Choć może przez ten czas moje uczucia się zmieniły? Już za
moment się przekonam...
Zeszłam po schodkach i wolnym krokiem
skierowałam się do furtki przy której stał w miarę wysoki chłopak ubrany w
czarne workowate spodnie i szarą bluzę z napisem PROSTO. Kiedyś, jeszcze zanim
poznałam Billa, podobali mi się właśnie tak ubrani chłopcy. Jednak kiedy się w
nim zakochałam mój gust diametralnie się zmienił. Teraz ideałem stał się dla
mnie wokalista Tokio Hotel. Mimowolnie porównywałam wszystkich osobników płci
męskiej do niego. I
wszyscy wypadali przy nim słabo.
-
Hej. O czym chcesz rozmawiać? - zapytałam chłodno.
-
Eee... O nas - wybałuszyłam oczy. Przecież nie ma żadnych
„nas”!
-
Piotrek, ale nie ma już... nas - mówiąc to ostatnie słowo
lekko się skrzywiłam.
-
Ale... Mary... Misiu, ja nie potrafię o tobie
zapomnieć... Ja cię dalej kocham... Proszę daj mi szansę...
Spojrzałam na niego zaskoczona.
Przecież on mnie nie może kochać! Zresztą ja i tak kocham Billa! I nikogo
innego! Ale... może warto spróbować jeszcze raz? Może szybciej zapomnę o
Czarnowłosym? On odrzucił moje uczucia, więc może tak będzie najlepiej? Może
powinnam dać jeszcze jedną szansę Piotrkowi? W gruncie rzeczy, to nie jest zły
chłopak... Nie. Nie mogę tak postąpić. Za bardzo go zranię. I siebie przy okazji.
-
Nie
- odparłam krótko.
-
Ale
dlaczego? - drążył.
-
Bo cię nie kocham. Przykro mi...
-
Ale ja ciebie kocham! - wykrzyknął rozpaczliwie. -
Proszę... daj mi szansę...
-
Wybacz mi, ale nie mogę tego zrobić - powiedziałam cicho.
- Oboje bylibyśmy nieszczęśliwi. Znajdziesz jakąś dziewczynę, którą pokochasz...
-
Już znalazłem i nie chcę szukać dalej. Ja... nie potrafię
o tobie zapomnieć.
-
Będziesz
musiał. Przepraszam.
Obróciłam się na pięcie i skierowałam w
stronę drzwi wejściowych do domu zostawiając go samego. Wiem, że jest mu
przykro, ale czułby się dużo gorzej mając świadomość, że jestem z nim, choć nic
do niego nie czuję, z litości. Zresztą sama bym tego nie wytrzymała. Dalej
kocham Billa, tak samo jak nie chcę nikogo innego niż Czarnowłosego we własnej
osobie. Jeżeli nie mogę mieć jego, to nie chcę żadnego innego. Nikt mi go nie
zastąpi. On jest jedyny w swoim rodzaju. I najukochańszy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz